Obrazy Syntetyczne

Obrazy na zamówienie «»

wolisz Gotyk, czy Fantasy?

«»

Opowiadanie Kala


(...) Był po prostu zafascynowany tymi wszystkimi okrągłościami, wgłębieniami, niedopowiedzianym kształtem za jej puklami włosów. Oni bezcześcili swym wzrokiem to zjawisko, śmieli wystawiać swe języki w kpinie i pogardzie. Dlaczego? Dlatego,
że mówiła wprost ich tajnym językiem – Tak, byli wulgarni, rozpasani i bojaźliwi i to strach kierował ich w niesmaczną kpinę. Byli naprawdę jak spasione stado świń, gotowych na to, by ją splugawić brudnymi racicami, umorusanymi w odchodach, w których na co dzień się tarzali. Stała do niego tyłem. Spod gęstego, perłowego naszyjnika poczęły wyrastać jej dodatkowe ramiona. Podszedł bliżej bezwolny jak manekin, uniósł leżący przed nim miecz i wręczył posępną rękojeść w jej zimną,
bladą dłoń. (...)

«» Gnostycy Bogini

Powieść Gnostycy Bogini


(...) Tej nocy znów śnił mi się mój brat. Widziałem tylko jego twarz. Wciąż nie daje mi spokoju myśl, że on tuła się gdzieś w sektorze Alfa, z pewnością prześladowany tak jak ja. To wszystko musi się skończyć. Kiedy byłem demonem, walczyłem bezwzględnie, nie zważając na konsekwencje, czy kogoś zranię, czy też wybawię. Sądzę, że moje serce już dawno zakrył mrok i pragnę zemsty jak chyba nigdy dotąd. (...)

«»

Gnostycy.com to strefa rozważań na tematy najistotniejsze, takie jak natura istnienia i to, co czeka nas po Ziemskim życiu. To także strefa działalności artystycznej nieodłącznie powiązanej z gnostycką filozofią. Zapraszamy zatem do Galerii Mago, w której pojawiać się będzie coraz więcej nowoczesnych i klimatycznych Obrazów Syntetycznych.

Gnoza i gnostycy


Dlaczego dziś można spotkać gnostyków? Czy wszystkich przypadkiem nie wybito? Otóż i dziś można okazać się gnostykiem. Wystarczy jedynie zacząć myśleć (długo i konsekwentnie), wyciągać wnioski z obserwacji — nie tylko zjawisk zewnętrznych, ale i tego, co dzieje się w naszych uczuciach, wyobrażeniach i marzeniach — samodzielnie, nie kierując się żadnymi normami społecznymi, „telewizyjnymi”, państwowymi, prawnymi, naukowymi czy religijnymi. Do faktycznego uwolnienia się spod pręgierza ograniczającego nasze myślenie potrzebna jest nieraz, jak to mówią gnostycy, śmierć mistyczna — kiedy umiera w nas osobowość sklecona z wpływów tego świata, by (mogła odrodzić się naturalna dusza) uwolnić istotę nas samych, istotę podobną do dziecka, które gdy otwiera oczy, patrząc na świat i siebie, dziwi się wszystkiemu i nie ustaje w pytaniach: Kim jestem? Skąd pochodzę? Dlaczego czuję rozgoryczenie i ból? Dlaczego mój chomik kopnął w kalendarz? Tak po latach przemyśleń na temat otaczającej rzeczywistości moja siostra oświadczyła mi, że jesteśmy gnostykami, gdy szukając „nam podobnych”, natknęła się na teksty gnostyckie. Oczywiście jestem bardzo sceptycznie nastawiona do jakichkolwiek cudzych przemyśleń, światopoglądów, wierzeń czy filozofii. Lecz po głębszych studiach musiałam przyznać rację. Więcej nas łączy, niż dzieli z niektórymi gnostyckimi twierdzeniami. Na tyle dużo, bym mogła dziś o nas powiedzieć, że jesteśmy gnostykami.

Gnoza to prawda ukryta w duszy człowieka i należy ją odczytywać całkowicie indywidualnie. Nie ma dwóch takich samych gnostyków tak samo, jak nie ma dwóch takich samych ludzi. Jednak możemy wzajemnie wymieniać się naszymi spostrzeżeniami. Podobnie prawda może być odbierana różnie i w różnym stopniu zgłębiona przez człowieka. Mogłabym śmiało pojęcie prawdy porównać do wielowarstwowego tortu, gdzie każda warstwa ma inny smak i każdy z nas jest zainteresowany innym smakiem na innej płaszczyźnie tortu. Nie można przyjąć, że gdy jemy akurat warstwę z kremem truskawkowym to cały tort musi być truskawkowy. Dla nas w zasadzie będzie takim, lecz dla osoby wgryzającej się w warstwę czekoladową na pewno nie będzie truskawkowy tylko kakaowy. Z tego powodu mogą się rodzić i narastać konflikty, a ludzie hołdujący własnej prawdzie, będą spotykać się z całkiem sprzecznymi twierdzeniami. Nie znaczy to, że tylko jedna ze stron ma rację. Jednak, gdy zdamy sobie sprawę z budowy prawdy, jest to całkiem logiczne, że sprzeczne odkrycia funkcjonują w jednej prawdzie, jak rożne warstwy w jednym torcie. Zdając sobie z tego sprawę, możemy uzupełniać swoją perspektywę o perspektywy innych ludzi i nauczyć się je sortować jak wielowymiarowe puzzle. Odejdźmy na pewien czas od tego smacznego porównania prawdy do tortu, gdyż chciałabym nieco przybliżyć własne odkrycie, które umożliwiło mi dokonanie ważnego uporządkowania wielu — zdawałoby się sprzecznych — poglądów.

Narodziny świata doskonałego

Kilka lat temu, zainspirowane przemykającymi, mało uchwytnymi i niesprecyzowanymi do końca wizjami, a także malarstwem, postanowiłyśmy napisać książkę o doskonałym świecie — skrywanym w głębi duszy, w mglistych wspomnieniach i tęsknotach. Nie było wtedy dla nas jasne, jak tego dokonamy. Ale to wyzwanie nie dało się zignorować. Pokusa ubrania wszystkiego w słowa, zilustrowania przemyśleń i sprecyzowania powiązanych z nimi wizji, była ogromna. Po kilku rozdziałach, w których opisałam swoją wymarzoną przestrzeń i nieśmiałe relacje między postaciami, trochę w stylu romantycznego horroru fantasy, stało się jasne, że musimy rozszerzyć nasz ogląd do większej powierzchni świata, zajrzeć do jego historii i zgłębiać specyfikę. Nie istniała tam oczywiście śmierć, nie istniały tam planety, słońca czy inne obiekty znane z kosmosu, w którym egzystujemy. Różnice te stanowiły dodatkową trudność, a brak porównań był nieraz okropnie irytujący.

Pomińmy jednak tak prozaiczne rozterki naszej pisarskiej twórczości i przejdźmy do zasadniczej kwestii, jak powstał ów świat i za czyją sprawą. Na to pytanie musiałyśmy najpierw odpowiedzieć sobie same. Sprawa ta spędzała mi sen z powiek przez długi czas. Najpierw urodził się podświadomy wiersz. Potem nadeszła wizja — i to o dziwo dosłowna, konkretna i barwna. I oto postać, za którą widziałam kryształy, wystąpiła na pierwszy plan, odziana w pasma niebieskich welonów. Stawiając pionową hipotetyczną linię, podzieliła całą przestrzeń na dwie przeciwstawne połowy. W moim odbiorze jedna z nich była czarna, a druga biała. Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, bo wiele mitów o powstaniu świata zaczyna się właśnie w ten lub podobny sposób. Ale owa wizja miała bardzo wyraźny dalszy ciąg. Otóż Boska Samoistna Istota, po tym jak stworzyła przeciwne do siebie przestrzenie — czyli prosty ekstremalny dualizm, po czasie zgłębiania go i nie możności zaakceptowania tak ostro kontrastowego stanu rzeczy, zrezygnowała z niego. Stając wreszcie po środku linii podziału, sama doznała oświecenia. Z jej serca i dłoni wytrysnęła tęcza barw, która olśniła mnie swoją czystą doskonałością. Nie będę zagłębiać się w całą wizję, pozostawiając naszym czytelnikom mit, który ją opisuje w powieści Gnostycy Bogini. Wizja ta znalazła swoje miejsce w naszej powieści. Kilka lat pracy ukształtowało naszą powieść, kreśląc historię od czasów upadku Doskonałego Świata po upadek Naszego Kosmosu. Na tle tych zdarzeń ukazane są losy „człowieka” i innych istot różnej miary, o różnej subiektywnej perspektywie.

I tak w micie zawarte są interesujące nas teraz płaszczyzny istnienia. Dwa etapy świata: niedoskonały dualistyczny (czarno-biała matryca) odrzucony przez Samoistną i ten Doskonały (symbolicznie można go ująć pod postacią Tęczy Barw), z którego pochodzą również nasze nieśmiertelne dusze czy też nasza nieśmiertelna samoświadomość. Inaczej człowiek nigdy nie marzyłby o Doskonałości, nie tęsknił za nią i nie dążyłby do niej.
Podział Doskonały na tęczę kolorów zaowocował jako świat doskonały. Mogę go porównać do świata np. fantasy jak najbardziej różnorodnego w swych formach materialnych i różnorodnego w charakterach istot i krain. Ciekawą różnicą jest to, że nie istnieje tam źródło światła pojmowane tak, jak na ziemi, gdzie widzimy dopiero rzeczy wtedy, gdy promień świecy lub słońca padnie na dany obiekt, po czym jesteśmy wstanie go zobaczyć. Na płaszczyźnie świata Doskonałego Materia sama jest w całości nośnikiem światła i ducha. Nie ma odrobiny pyłu bez emanacji własnego światła, i tak się ukazuje. Przez to formy kształty i kolory są nieporównywalnie piękniejsze w porównaniu z tym, co możemy zobaczyć tu na ziemi. To tak jakby znaleźć się w świecie fluorescencyjnym. System doskonałego podziału symbolizuje dla mnie, tęcza która promieniuje jak rozbłysk kolorów.
I tu możemy wrócić do naszego smacznego słodkiego tortu czyli Prawdy. Jeżeli odgórną budową prawdy jest taki arcypodział, to wszystko, z czym się stykamy, będzie miało odpowiednie odniesienie do płaszczyzn najstarszych czyli płaszczyzny : Czarnej, Białej, i Doskonałej — Kolorowej.

To takie podstawowe warstwy naszego "tortu Prawdy”. Na tym tle chciałabym przybliżyć na przykład różne drogi Gnozy czyli Prawdy, którą można rozpoznać w rożnych nurtach u rożnych gnostyków. I o ile doświadczenie śmierci mistycznej, o której mówiłam już na początku u wszystkich bardziej lub mniej dramatycznie występuje. Po owym doświadczeniu Gnostycy wybierają zazwyczaj jedną z trzech możliwych dróg, lecz tylko jedna prowadzi do Doskonałości, a nie wymaga doskonalenia się od nas samych. Przy czym każdy gnostyk twierdzi, że jest częścią Boga , Samoistnej istoty.

Droga Czarnej prawdy (zgłębia ona prawa przyrody rządzące tym kosmosem i Ziemią) należy do czarnej warstwy tortu, powiedzmy że kawowej w smaku, bez odrobiny śmietanki. Droga najmniej dla mnie chwalebna (a zarazem dostrzegalna np. w nurcie New Age) prowadzi do zaakceptowanie otaczającego nas świata, czyli naszego materialnego Czarnego kosmosu. Dla mnie czyste szaleństwo! No, ale cóż… Zdarza się, że i oni nazywani są gnostykami… Osobiście uważam, że to pomyłka, zachowują się często tak, jakby w procesie „śmierci mistycznej” umarła w nich cała wrażliwość duszy. Najwyraźniej zamiast umrzeć w nich narzucona forma osobowości, obumarła w nich dusza. Ta droga należy do materii.
Ci, którzy ją wybierają pojmują Boga jako wielkiego budowniczego i próbują dorównać mu perfidią i władzą. Gdy komuś źle się wiedzie, to hmm… widocznie jest cienkim Bogiem :) Powszechnym przekonaniem takich osób jest to, że cierpienie człowiek sam sobie napędza poprzez nieumiejętne postępowanie, lub brak chęci samospełnienia na płaszczyźnie materialnej, czyli Czarnej.

Ciekawą lekturą napisaną w tym duchu jest książka „Ręce precz od tej książki”. Jest tam wiele ciekawostek i swoisty styl przedstawicieli takiego gnostycyzmu. Gdyby Jezus przyjął kuszenie szatana na pustyni, poszedłby tą właśnie Czarną drogą. Władza, bogactwo i wieczne życie w ciele, bierz z życia świadomie to, co najlepsze, nie bacząc jak i czym za to zapłacisz na tym Czarnym - porzuconym przez Samoistną - padole.
Kościół, by oczerniać cały gnostycyzm, bardzo często wskazuje palcem osobników kroczących tą drogą. Efektem podążania ową drogą jest to, że naturalnie kolorowa dusza zaczernia się, a z czasem już jej nie widać spod czarnego pryzmatu.
„Niech źli staną się jeszcze bardziej źli”, a po mojemu: porównując mroczne charaktery osób do różnych kolorów lub ich ciemniejszej gradacji zabrzmiałoby to w ten sposób: Niech Brązowi, Rudzi, Czerwoni, Granatowi staną się CZARNI! Skutkuje to zarżnięciem indywidualności i samej idei gnostycyzmu jako indywidualnego doznawania i pojmowania, bo czym czarny będzie różnić się od czerni? Nie całkiem czarny może jedynie zarzucać sobie, że jest jakiś szary i nie całkiem doskonały. Więc trzeba jeszcze nad sobą popracować, by wtopić się w czystą czerń, stąd wynika praca nad samym sobą u kroczących tą ścieżką.
Kolor czerwony patrząc przez czarno-białe spektrum, choć nie jest ciemnym kolorem, będzie jawił się nam jako czarny. Gdyby dusza mająca kolor czerwony stanęła naprzeciw lustra, w którym widać rzeczywistość na czarno-biało, to sama mogłaby przypisać się do czerni. Być może niektórzy na tej zasadzie doszli do wniosku, że są czarni i podążają Czarną drogą.

Biała droga zgłębia duchowość, niematerialność, można powiedzieć ascendencję duchową. Należy ona do warstwy czystej śmietanki białej jak śnieg, czystej wzniosłej i jakże nieskazitelnie na pozór dobrej. Tu mamy również niedoścignioną pogoń, tyle że za wybielaniem, świętością, osiągnięciem ascezy i duchowości najwyższego poziomu, itp. Ale najwyższym priorytetem jest odrzucenie „złej czarnej materii”. Jest czystym przeciwieństwem czarnej drogi. Na niej można spotkać ascetów wszelkiej maści i niektóre starożytne sekty gnostyckie. „Materia jest zła” zdają się krzyczeć: odrzućmy bracia materię, a wyzwolimy własne dusze, scalimy się z wielkim Białym duchem, gdyż jest on wspaniały, biały, czysty, nieskazitelnie dobry. I tak wracając do kolorów niech każdy weźmie w rękę bicz i pozbędzie się niedoskonałości. Ta droga jest wielką pułapką dla jasnych dusz. Bo czymże byłby sam bezcielesny byt, pozbawiony możliwości kreacji jaką daje właśnie idea materii? W czym kreowałby swe dzieła artysta bez płótna i farby? Lecz oni, nie bacząc na to, lekkomyślnie skreślają wszystkie niuanse i odcienie.
„Niech dobrzy staną się jeszcze bardziej dobrzy”, a obrazowo znów powrócę do porównania charakterów ludzi do różnych barw: Niech żółci, beżowi, różowi, zieloni staną się BIALI!
I podobnie w tej drodze doszukamy się wielu wymyślnych praktyk, które mają nas uduchowić, rzekomo udoskonalić, a tak naprawdę pozbawić koloru, czyli naszej indywidualności! To tak jakby każdy kolor chciałoby się potraktować wybielaczem. Kolejne szaleństwo, bo czym biały ma różnić się od bieli? Znów na tej drodze hołdującej dobru, zarzucamy sobie, że może nie jesteśmy całkiem biali i musimy popracować nad sobą, udoskonalić się. „Rozwój Duchowy”, takie i podobne hasła można spotkać na tej ścieżce. Również tu występuje swego rodzaju odcięcie się od bliźnich, no bo jeśli nie chcą się wybielać to niech gniją w złej materii, bo tak wybrali, taka jest ich karma i na to, co złe ich spotyka sobie zasłużyli. Zmądrzeją to przejdą na naszą stronę Wielkiego Wybielacza :)

Tylko hola! Jeśli jesteśmy indywidualnościami i zostaliśmy stworzeni w doskonałym świecie i śmiało można nas porównywać do wielu odcieni i barw tęczy, dlaczego komuś zależy by tą różnorodność w nas zdusić, naciskając byśmy się określili jako biały lub czarny, zły lub dobry, idę do piekła lub do nieba? Wychwalam materię, albo samego bezcielesnego ducha. Ktoś nas tu wsadza w zbyt ciasne ramki, malując nasz światopogląd ołówkiem, gdzie oglądać mamy daltonistyczne kłamstwo i wymusza dopasowanie do tego obrazu, wbrew naszej naturze. Coś tu jest nie tak. Może to nie my mamy się doskonalić, nie my mamy doskonalić nasze ciała czy też dusze, tylko z otaczającym nas światem jest coś nie tak! Bo ŚWIAT bierze pod uwagę nie system chociażby dziesiętny czy też nieskończony tylko zdaje się działać jak komputer na zasadzie: 0 i 1, tak — nie, białe — czarne, dobre — złe, czarne — białe, materia — duch. Tak działają od dnia powstania tego tandemu dwie pułapki, dwie sprzeczności i zarazem dwie drogi zatracenia własnej tożsamości. Dwie drogi poznania „tego czym lub kim nie jesteśmy”. Dwie drogi ignorancji hołdujące temu, co przez istotę Samoistną zostało porzucone i określone jako szkodliwe i zabójcze. A oto poznanie drzewa dobra i zła.

Czy w tym szaleństwie jest jakieś wybawienie? Jakaś złota myśl, idea, promyczek nadziei? Czy gdzieś znajdziemy miłość nie przerabiającą nas? Akceptację i spokój ducha, a nie wieczną ocenę czegokolwiek, co zrobimy, jak zareagujemy? Otóż tak — rozwiązaniem jest prawdziwe oświecenie i nie trzeba do niego dochodzić jakimiś pokrętnymi drogami, jakimiś praktykami samodoskonalenia się. Wyluzujmy. Bo może czegoś nie dostrzegamy? Nie bierzemy pod uwagę? Może ignorujemy swoją wyobraźnię nie zdając sobie sprawy z tego, że może być kluczem do ukrytej przed nami pamięci? A gdyby istniały inne zasady? Materia nie tak mocno oderwana od Ducha? Bardziej przyjazna? Bardziej giętka przepełniona duchem? Jak w bajkach, gdy na nasze życzenie: „stoliczku nakryj się” — stolik by posłuchał bo nie byłby tylko martwą kłodą, lecz naszym żyjącym przyjacielem.
I tak o dziwo, może się okazać, iż tu „żyjąc” na Ziemi jesteśmy bardziej martwi we własnym ciele, niż tam w Raju choćby kawałek drewna :). Powiem tylko, że możemy z tą wiedzą usiąść i nic kompletnie nic nie robić, do samej nasze agonii cielesnej. Nawet tak będzie dla nas zdrowiej. Chodzi o akceptację i dogłębne poznanie siebie i znów akceptację. Wierzcie mi, to niełatwe, gdyż z góry i z dołu i z boku skłania i naciska nas siła dualistycznego ekstremum do gwałtu samego siebie. Do wybielania lub też czernienia naszej kolorowej duszyczki.

Droga Kolorowa — Doskonała. I tu przypisać możemy pozostałe warstwy Tortu te kolorowe. A każda z nich ma inny smak i inny kolor przyporządkowany każdej istocie z osobna. Droga sztuki i zabawy, droga szczerości w stosunku do samego siebie. I tu jakości będą inne, skomplikowane, nie dwoiste lecz wielorakie i wielowymiarowe. Tu na tej drodze lub drogach, bo każdy podąża sam własną, znaleźć można najczęściej samorodnych gnostyków, którzy nawet nie poznali tego terminu, a są jednak gnostykami. Zawsze indywidualni, zawsze nie dający się skrępować nieuchwytni mędrcy i błaźni. Ludzie sztuki. Wsmakowujący się we własny kolor duszy, jak w źródło wiecznego życia. Pamiętający kolebkę własnej jaźni, bezkompromisowi, nieugięci lecz często też nieświadomi do końca, że to, co wyznają jest ich własnym zbawieniem. Będą zawsze w opozycji do jakichkolwiek nacisków by zmienić choć nutę we własnej duszy. Ani nie wybielają się, ani też nie podczerniają, są po prostu sobą bez ściem i pachnideł, mydła czy kadzidła. Na tej drodze znaleźć możemy wszelakie twórcze indywidua. Każdej maści nie dającej się zaszufladkować.
Świat barw - nasza prakolebka - nazywany jest też często Chaosem, z którego wszystko wyszło — Królestwem miłości, Królestwem Barbello, Królestwem życia wiecznego, Rajem gdzie nieznane było przecież pojęcie dualistyczne dobra i zła. Tam powinna zaprowadzić nas na powrót do rajskiego ogrodu nasza stęskniona Dusza.

A Sztuka nas wyzwoli: w sztuce nie występuje, podobnie jak w Raju, pojęcie dobra i zła. Istnieją niuanse, subtelności, tematy lekkie i makabra również, ale nie może ona być pojmowana prosto dualistycznie, choć wywołuje w nas odczucia rozmaite, czasem nawet skrajne. To choćbyśmy powiedzieli: ta sztuka jest „zła” mamy na myśli nie zło, lecz co najwyżej niezgodność z nami — jako odbiorcą, lub nieudolność wykonania danego dzieła, a nie zło w sensie krzywdy, w sensie zła jako takiego.
Tak też na naszej stronie umieszczana będzie sztuka bo tą drogą kroczymy jako gnostycy, artyści i myśliciele i każdy z nas pisze i tworzy we własnym imieniu.

autor: Nin



powrót na górę strony