Kala Część I


(...) Tylko z opowiadań pilotów znali czarną jak smoła otchłań kosmosu. Ciepłe rozgrzane skały nigdy nie pozwoliłyby na zimę. Lecz czy był to raj? Pogładziła barierkę, z której złuszczała się farba. Im lepiej im jest, tym trudniej wybudzić ich z dziękczynnego transu – pomyślała. Ta planeta już była marchewką. Gdyby zobaczyli jak wygląda na Ziemi biegun, uznaliby, że żyją w rajskim ogrodzie. Ale umierali jak inni, nawet żyli tu krócej niż na Ziemi o jakieś 30 do 40 lat. (...)

«» Gnostycy Bogini

Powieść Gnostycy Bogini


(...) Bariera mentalna czy to diabelskie sztuczki Sefina? Podszedł do drzwi, chwycił za klamkę i otworzyły się. Mógł przejść przez drzwi, lecz za nimi był ten sam pokój, to samo łóżko, to samo rozbite okno... Przekroczył ze strachem próg i wszedł do bliźniaczego pokoju. Piekło. Tylko to przychodziło mu na myśl. Koszmar. Sefin mu to przepowiedział, rzucił klątwę. Oszaleję tu – pomyślał żałośnie. Oparł plecy o ścianę i zsunął się na podłogę (...)

«»

Piękne życie bez pieniędzy?


Nikt nie może dwom panom służyć; bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo przy jednym stać będzie, a drugim wzgardzi.Nie możecie Bogu służyć i mamonie.
[Jezus]

Oczywiście (ale tego mężczyzna nie mógł wiedzieć) się przeważnie nigdzie nie spieszyło się. Inni ludzie mieli to, to, to i to, i tamto, i jeszcze tamto, i jeszcze to, ale nikt nie miał czasu. Co do mnie,się nie miało tego, tego, tego i tego, i tamtego, i jeszcze tamtego, i jeszcze tego, ale się miało czas. To znaczy czas - z lekka lub z mocna śmierdzący ten stwór - nie deptał zbytnio mi po piętach i nie kąsał w łydki, ponaglając do nowoczesnego chaotycznego łokciowo-żuchwowego rozpychającego się biegu, i jeszcze prędzej, i jeszcze więcej. Ja się nie dam nabrać na tę muchołapkę cap-cap, że trzeba szybciej oddychać, że trzeba sobie sprawić zadyszkę żeby być człowiekiem współczesnym - się powiedziało sobie. Powietrze jest mi droższe, powietrze jest mi zdrowsze niż niezdrowe ambicje - się powiedziało sobie. Mnie,owszem, bucha para z ust, i jeszcze jak, ale ja gonię Zjawę Realną,nie Zjawę Mniemaną, ożesz mniemana twoja mać - się powiedziało sobie.
[EdwardStachura]

Praca nie nadaje się do tego, by stanowić treść życia, ponieważ zwykle jest równoznaczna z ucieczką od właściwej egzystencji. Jeśli obdarzymy ją uwagą, uznaniem i statusem co się stanie, gdy jej zabraknie? Znajdziemy się w obliczu pustki, swoistego horror vacui.
[Alexandervon Schonburg]

„Nikt nie może dwom panom służyć” - Czy ktoś w dzisiejszym „zadyszanym” społeczeństwie (pogrążonym w „nowoczesnym chaotyczno-łokciowo - żuchwowym rozpychającym się biegu”, zapatrzonym w mamonę, zatopionym w konsumenckim transie) pamięta jeszcze o tych słowach Jezusa o „ptakach niebieskich”? Czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, że naprawdę nie można mieć dwóch panów? Nie można być uduchowionym i jednocześnie jak robot pędzić do pracy i z powrotem, nie poświęcając czasu na sprawy naprawdę ważne, czyli refleksję, spojrzenie na wszystko z dystansu, marzenie o lepszym świecie. Marzenie o Krainie, w której nie trzeba będzie zrywać się na dźwięk budzika, słuchać i wykonywać poleceń ludzi, z którymi się nie zgadzasz. Gdzie żołądek nie będzie w ostateczności tobą rządzić, twoja fizyczność nie będzie już dla ciebie więzieniem, nie będzie cię upadlać fizjologia, nie będą cię obowiązywać ciasne i sztywne zasady piramidy Maslowa. Staniesz się niebieskim ptakiem, duchem ptaka, pozbawionym tego, co cię degeneruje, co ci doskwiera, co sprawia że cierpisz fizycznie.

Czy jest w ogóle możliwe wyzwolenie się z tego systemu, w którym tkwimy, w którym się znaleźliśmy? Mam tutaj na myśli uwięzienie w systemie, który korzysta z istnienia biedy i tzw. marginesu społecznego (jako przestrogi, gdzie możesz się znaleźć, jeżeli się nie dostosujesz do ogółu i nie będziesz tańczyć, jak ci grają).

O tym, jak system(zniewalający i upadlający jednostkę ludzką) wykorzystuje biedę do swoich celów pisze wiele George Orwell w swojej książce „Na dnie w Paryżu i w Londynie”. Autor w wieku 27 lat zmuszony został do życia na marginesie społeczeństwa, pośród bezrobotnych,włóczęgów, bezdomnych i żebraków. Widzimy tutaj jak wykorzystywana jest cielesność człowieka do walki z jego duchowością. System łamie człowieka przy pomocy wyznaczenia kryterium ważności i przydatności, jakim jest posiadanie pieniędzy.
Orwell pisze o „ludziach – reklamach”, o ludziach rozdających ulotki, o ludziach pracujących jako pomywacze – zajęcia nikomu niepotrzebne i nie dające żadnej satysfakcji temu, kto je wykonuje. Pisze wreszcie o ludziach, którzy pracują po 14 – 16 godzin na dobę za płacę, która pozwala tylko na to, żeby nie zdechnąć z głodu.
Dzisiaj też tak jest. Nie jest ważne, co robisz, czy Twoja praca ma dla Ciebie sens, czy ją lubisz i czy robisz coś, do czego czujesz się stworzony i utalentowany. Komuś zależy na tym, żebyś nie myślał i nie miał wolnego czasu. Wolny człowiek, który ma czas na to, żeby myśleć,jest niebezpieczny dla tych, którzy „nas uprawiają”.

Niewolnik, jak orzekł Marcus Kato, powinien pracować, gdy nie śpi. Nie ma większego znaczenia, czy jego praca przynosi jakiś pożytek, czy nie – on musi pracować albowiem praca sama w sobie jest znakomitym zajęciem, przynajmniej dla niewolników. Zapatrywanie to przetrwało do dziś, zaś jego efektem są setki tysięcy godzin nikomu niepotrzebnej harówki.

Przypomina mi się określenie Keseya z „Czasami wielka chętka” o tym, że na świecie są dwa typy ludzi: dupy i dupska, i oczywiście dupy harują po to, żeby dupska wylegiwały się w luksusach i obrastały w tłuszcz. Dupska mają czas myśleć, ale poświęcają go na myślenie, jak tu wycisnąć jeszcze więcej i jak sprawić, żeby jak najmniej dup ocknęło się z letargu, przetarło oczy i stwierdziło, że coś tu jest grubo „niehalo”.

Orwell zwraca również uwagę na przyczyny społecznego statusu żebraka i włóczęgi. W społecznym odbiorze odbierani są oni jako ludzie z marginesu, na równi z przestępcami i prostytutkami: <<nie pracują>>, są pasożytami, bezwartościowymi do szpiku kości.Tymczasem żebranina to również praca, (żebrak musi wydatkować energię, poświęca swój czas), ale nieakceptowalna społecznie i pogardzana z tego powodu, że nie przynosi zysku:

Nikogo praktycznie nie obchodzi, czy praca jest potrzebna, czy też nieprzydatna; czy jest ona pożyteczna, czy bezproduktywna – wymaga się tylko jednego: żeby przynosiła zysk. (...) Gdyby można było zarobić żebraniną nawet 10 funtów tygodniowo, ręczę, iż stałaby się ona natychmiast poważanym zawodem.

W tym systemie praca to pieniądze, a pieniądze to prestiż, człowieczeństwo, bycie obywatelem, bycie potrzebnym i najczęściej bycie posłusznym, bycie służącym mamonie, władcom tego świata, dupskom wszelkiej maści.
Jakie są wyjścia z tej sytuacji? Niektórzy poddają się bez jednego piśnięcia olśnieni tym wszystkim, co mogą sobie kupić i posiadać, szczycić się i uważać się za człowieka sukcesu. Nie zdają sobie sprawy z tego, że są sterowani i wykorzystywani, że gwałcą i stopniowo zaprzedają i zatracają własną duszę.To wszystko, co otrzymują w sferze materialnej za swoją często bezsensowną i niepotrzebną pracę, łączy się w ich głowie jako obraz bycia porządnym człowiekiem, zasługującym na szacunek i poważanie. Ci ludzie nie buntują się, bo dostają swoje małe, bo małe, ale zadowalające udziały. Mają swoją małą gnuśną stabilizację. Są pogodzeni i uważają się za szczęśliwych. To ci, którzy wybierają życie z pieniędzmi i idą ramię w ramię z systemem, nie myśląc, dokąd dojdą, ważne żeby wmieszać się w tłum, w którym jest przecież o wiele raźniej, nie wychylać się, nie chcieć więcej, oszukiwać się wciąż i wciąż.

Co z tym pięknym życiem bez pieniędzy, bez mamony, dla Królestwa? Czy to jest w ogóle możliwe? Otóż tak, są mędrcy, którzy nie mają złudzeń, co do tego, w jakim znajdują się miejscu, znają na pamięć gębę systemu i każdy jej obrzydliwy grymas czy fałszywy uśmiech. Nie wierzgają jednak, gdyż wiedzą, co jest tutaj grane, że to już tutaj jest piekło i innego nie ma, a bramy czekają otwarte. To mędrcy, którzy ani nie akceptują systemu, ani z nim nie walczą, bo zdają sobie sprawę, że walka jest z góry przegrana. Żyją w tym, w czym przyszło im żyć, nie zapominając o swojej duszy, dbając o nią i pielęgnując ją. Zachowują postawę, o jakiej pisał de Mello:

Obecna rzeczywistość nie może być naprawdę odrzucona lub zaakceptowana.
Uciekać od niej
to tak, jak uciekać od własnych stóp.
Zaakceptować ją
to tak, jak całować własne usta.
Wszystko czego ci trzeba
to widzieć i rozumieć i trwać w pokoju.

Do tego rozumienia i trwania w pokoju z samym sobą można dojść, szukając jeszcze piękna w sobie, poznając własną duszę i pokazując ją tym, którzy zechcą zobaczyć.
Istnieją wreszcie buntownicy, kontestatorzy, idealiści, marzyciele, z pięknymi duszami, którzy jak don Kichot wyruszają na wiatraki. Niektórzy przy tym giną. Stają pospiesznie do walki, bo są zapaleńcami i są niecierpliwi. . . ale o przegranych walkach z wiatrakami napiszę innym razem.

autor: Veja


zapraszam na mój Blog


przejdź do spisu: Wolnych myśli