Powieść Gnostycy Bogini

Opowiadanie Kala


(...) — Nadal mnie obrażaj, to utnę nie tylko to, co było ci zbędne. Zresztą i tak zabraliby to twoi przełożeni. Oszczędziłam im tylko kłopotu. Przesłałam im to nagranie. Jak myślisz? Dobrze to przyjmą?
— Przynajmniej by nie bolało aż tak bardzo. — Przymknął oczy i do czoła przystawił sobie butelkę, żeby ochłonąć.
Nawet technicznie rzecz biorąc, nie mógł jej tam zabrać. Nie mógł nawet wstać, co dopiero chodzić. Dziś nigdzie nie pojadą. Nie chciał nawet myśleć, do czego będzie zdolna, gdy stanie przed gremium. To było takie surrealistyczne. Może zabić ją jakoś? Otruć, wypędzić? Może serce trzeba przebić jakimś poświęconym kołkiem? Może platyna, cukier? Cholera, nie — cukier był w herbacie, którą pili — zastanawiał się, wyobrażając sobie nie bez satysfakcji, jak ginie. Jak wbija w nią kołek, prosto w jej przeklęte serduszko. (...)

«» Gdańsk Mariacka

wolisz Gotyk, czy Fantasy?

«»


Agnieszka i Ewa Nawrockie

KSIĘGA I

Cień Spiżowego Olbrzyma

Gnostycy Bogini



KSIĘGA II

144 Tysiące Ton Herosów

Gnostycy Bogini
«»

Pieśń Neochrześcijan
Europa, około roku 2000
Autor nieznany

I ukazał się przed nami pałac ogromny wyrastający z wodnej kipieli — może zawsze tak go sobie wyobrażaliśmy — ściany jego rosły w górę, by zwieńczyć się rozłożystą kopułą perłową wprost nad naszymi głowami, by okryć nas cieniami kolorów, wielobarwnych kolumn ogromnych czarownym szalem, a my staliśmy po środku dziedzińca, na którym wiły się ich przeróżne sploty koronki i woalek przejrzystych kropelki niczym rosy świeżej garść i gdzie tron Jej jaśniał zapachem jaśminu róży i bławatków tak bliskich i miłych, że mi mowę odjęło i nie widziałem już niczego tylko Ją...

W obu dłoniach trzymała czarę (Kielich Świata)
A pod jej stopami leżał miecz obosieczny (Nie Dzierży go lecz po nim stąpa)
Nie miała świty
My byliśmy jej świtą...
Cała od stóp do wysokości lśniła blaskiem tęczy
Jej oczy biegłe a skronie
jak dwa tryumfalne łuki
Usta szkarłatem wysadzane
pełne i nasycone śpiewem ptaków
Jej skóra to alabaster najczystszy
a włos jako pióro feniksa
Czy słyszysz symfonię której słucha?
Obudzi uśpionych i strąci zegar zasłony
Dziecię czy słyszysz matkę najdroższą ?
Jej postać smukła — lecz czy wyniosła?

I słyszeliśmy owe słowa, niczym pieśń tamtą, gorącą wyśnioną wytęsknioną nadzieją, co nas tu przywiodła, a dalej mieliśmy wrażenie, że Ona ku nam się skłania i woła:

Widziałam jak ten bąk ulepiony pospołu niby to z mosiądzu spiżowy olbrzym
Skrada się i dzieci me porywa, w czeluści ciemności osadza i mrok oskarża
Powołał podział okrutny do swej czeluści i zasiada na tronie świetlistym
A podział ów dobrem i złem nazywa, światłem i mrokiem zwie i ocenia
Podług czynów okrutnych w swych skutkach oskarża gwałtowne istoty
Płoną lata pożogi i zniszczeń, lecz wszystko się tam odradza i w nicość nie odchodzi
Los gotując im jeszcze surowszy
Tak ich brzemię narasta i winą pomnożoną omamia
I karą znów chłoszcze, a dobrych równie na męki skazując próbuje
Aż wszystko w jego zamyśle wyblednie, wyblaknie lub w winie się pogrąży
I rzecze niech święci uświęcą się i jeszcze świętszymi będą
A źli niech w swym poczuciu winy się skąpią i zapadną
I żałować będą, że tacy stworzeni i urągać będą, że istnieją
Ach ślepy on ślepy, a dzieci wznoszą do niego ręce w podzięce za okruch chleba,
gdy głodem ich karmi
A głód to ból okrutny i tam przyczyną jest napaści
Lecz ja karać go nie będę, bo ja po swym mieczu tylko stąpam, nie dzierżę go i nie rozsądzam
A gdy kto go uniesie, me stopy rani
Lecz ten, co tu przede mną stoi, niech mu to wytłumaczy, niech go wyrwie z matni i ślepoty
Jeśli ma jeszcze uszy! Niechaj twój głos usłyszy!



powrót na górę strony | dalej...